Jezus chodzi po jeziorze
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał.
Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli.
Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!»
Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!»
A On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!»
Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?»
Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym».
XIX NIEDZIELA ZWYKŁA
„Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!”. W sytuacjach ciemności i zagrożeń spontanicznie wzywamy pomocy tego, który naszym zdaniem może nam pomóc. Zapewne przestraszeni uczniowie przypomnieli sobie o Jezusie, ale On wyprzedził ich wołanie, wiedząc jak są zagrożeni. Dlaczego Go nie poznali? Może dlatego, że oczy przesłonił im ogromny strach, który ich ogarnął. To może zdarzyć się i nam, kiedy przytłoczeni problemami zaczynami wątpić, czy Bóg przyjdzie nam z pomocą. Czy miałby zapomnieć o nas Ten, który tak nas umiłował, że Syna swojego nam dał, aby każdy kto w Niego wierzy miał życie wieczne?
— Ks. Janusz Lekan