I czytanie
Oz 11, 1-4. 8c-9Moje serce się wzdryga, ale nie przychodzę, żeby zatracać
Czytanie z Księgi proroka Ozeasza
«Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu. Im bardziej ich wzywałem, tym dalej odchodzili ode Mnie, składali ofiary Baalom i bożkom palili kadzidła. A przecież Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że przywracałem im zdrowie. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości.
Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schyliłem się ku niemu i nakarmiłem je.
Moje serce na to się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu, i Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja – Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać».
Dzień powszedni
„A jeśliby was gdzieś nie chciano przyjąć”. Być apostołem Jezusa nie oznacza samych sukcesów. Jeśli świadomie wypełniam powołanie ucznia, to nie mogę zapomnieć, iż Jezus wyraźnie mówił, iż uczeń nie jest większy od swego Pana. Zatem będzie dzielił Jego los. To przejawia się w tym, że mogę zostać odrzucony czy zaznać cierpienia. Nie mogę się temu dziwić, bo przecież Jezus też był odrzucany przez wielu. Tłumy słuchały Jego głosu, zachwycały się ich pięknem i mocą objawiającą się w cudach. A przecież tylko nieliczni poszli za Nim. Czy to świadczyło o niedoskonałości Jezusa? Nie. My róbmy swoje.